Katastrofa smoleńska – trochę z boku
17-04-2010 autor: perwer666Dnia 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie lotniczej zginęło 96 osób. Polski samolot TU-154 transportował na uroczystości związane z rocznicą mordu katyńskiego wiele osobistości, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego z żoną, wielu ważnych urzędników Kancelarii Prezydenta, parlamentarzystów, wysokich rangą wojskowych, duchownych, członków i przedstawiciele rodzin katyńskich personel lotniczy. Podczas podchodzenia do lądowania samolot się rozbił. Nikt nie przeżył katastrofy.
Niejasności co do przyczyny katastrofy
W tydzień po tragedii smoleńskiej zdarzyło się już tyle, że warto o tym napisać. Przede wszystkim nadal nie wiadomo co było dokładnie spowodowało, że samolot zahaczył o drzewa i w konsekwencji się rozbił. Jednakże już pojawiły się głosy, że winni muszą być Rosjanie, skoro odpowiedzialni są również za mord w Katyniu. Nie bardzo wiadomo jak można by przypisać winę stronie rosyjskiej. Celowe wygenerowanie mgły lub wprowadzenie polskich pilotów w błąd przez obsługę lotniska są po wstępnych, lecz dokładnych analizach zdają się nie potwierdzać tych rewelacji. Eksponowanie takich opinii w niektórych mediach jest nie tylko szkodliwe dla jakże delikatnych polsko-rosyjskich stosunków, ale i również wprowadza atmosferę zawiści w polskiej polityce, od której nie było jak dotąd wyjątku.
„Zginął najlepszy prezydent…”
Po drugie, to zadziwiającym jest fakt pisania historii na nowo. Po części wynika to z panującego w Polsce zwyczaju, że o zmarłych można pisać i mówić tylko dobrze. Lech Kaczyński jest w ten sposób najlepszym polskim prezydentem po 1989 roku, bohaterem narodowym, który zmarł na służbie. Jako skromny, uczciwy człowiek zawsze walczył tylko o polskie interesy i dlatego należy mu się miejsce w panteonie polskich bohaterów. W ten tony biją media standardowe i elektroniczne. Nie należy zapominać, że Lech Kaczyński był bardzo kontrowersyjnym prezydentem, człowiekiem raczej dzielącym społeczeństwo niż je konsolidującym. Poglądy polityczno-społeczne określił jednoznacznie chociażby odbierając dymisję rządu swojego brata Jarosława Kaczyńskiego, nazywając ten rząd najlepszym od czasów gabinetu Jana Olszewskiego. Przez to nazywany był raczej prezydentem PIS niż przysłowiowych „Wszystkich Polaków”. Dowód swojej partyjności przedstawiał wetując wielokrotnie ważne projekty rządu Donalda Tuska. Nieszczęsne „kłótnie o krzesła”, blokowanie nominacji ambasadorskich oraz generalskich – to były główne elementy w sumie dość kiepskiej prezydentury Lecha Kaczyńskiego.
Biografia pisana na nowo
Jakby przedłużeniem tego wszystkiego są kontrowersje związane z feralnym pochówkiem na Wawelu. Otoczenie Lecha Kaczyńskiego lubiło porównywać swojego pryncypała do marszałka Józefa Piłsudskiego, co z całym szacunkiem dla zmarłego tragicznie Kaczyńskiego było dużym nadużyciem. Lech nie odegrał tak znaczącej roli w historii Polski jak marszałek Piłsudski. Ton obecnych komentarzy medialnych pozwala mieć wrażenie, że to Lech Kaczyński inspirował solidarność, obalił komunizm, sam stworzył podwaliny nowej Polski – no może wespół z bratem Jarosławem i Janem Olszewskim. To wszystko zamiast atmosfery żałoby zdaje się coraz bardziej zniesmaczać, łącznie z umizgiwaniem i spazmatycznymi opiniami dziennikarzy, którzy jeszcze niedawno pisali o Lechu Kaczyńskim co najmniej niepochlebnie.
Dla jasności. Nie namawiam tym tekstem do potępienia zmarłego prezydenta. Uważam, że należy oddać mu należną cześć, pożegnać, ale nie gloryfikować, nie pisać jego życiorysu na nowo i nie nadawać wszystkiemu znaczenia religijno-martrologicznego. To nie jest zbyt wiele.
