D.U.P.A biskupa
26-01-2010 autor: agniesiaSam tytuł sugerować mógłby, że w dzisiejszej publikacji zajmę się kwestią stosunków damsko-męskich z uwzględnieniem roli duchownych. Bardziej uważni czytelnicy wskazaliby natomiast na oczywistość tytułu w odniesieniu do postury hierarchów kościelnych, a konkretniej ich tylnej części ciała. Nic bardziej mylnego. Dzisiejszy wpis traktuje o grze – niemal tak szlachetnej jak brydż.
Chyba wszyscy z rocznika `78-`82 pamiętają grę, która powodowała u grających skręt kiszek od nadmiaru śmiechu i wywoływała spazmy głupowatego chichotu, które z kolei odbierały mowę. Gra była tak genialna w swej prostocie, że mógł grać w nią niemal każdy, komu niestraszne były z lekka niecenzuralne słowa. Przewagę mieli z kolei ci, którzy połowy swojego dzieciństwa nie spędzili u logopedy. Sepleniący skazani byli na porażkę. Grało się małą talią kart – od dziewiątek po asy. W najpopularniejszej odmianie graczy było przynajmniej dwóch, a karty rozdawało się po połowie. Cała sztuka polegała na zapamiętaniu odpowiednich komend, gdy dochodziło do takiej sytuacji jak w klasycznej grze karcianej – „wojnie”: gracz wykłada w swojej kolejce jedną kartę ze swojej części tali. Każdy z graczy trzyma swoje karty koszulkami do dołu. Wyłożona przez gracza karta musi być widoczna dla pozostałych grających. Wszyscy uczestnicy muszą następnie odpowiednio zareagować lub powstrzymać się od czynności na widok konkretnej karty. Widząc damę każdy z graczy musi jak najszybciej zawołać „Dzień dobry Pani!”. Na widok asa należy zakrzyknąć „Dupa biskupa!”. Kolejkę przegrywa ten, który najpóźniej wykona odpowiednie do danej karty polecenie. Przegrany w danej kolejce zabiera kartę. Wygrywa ten, kto pierwszy pozbędzie się wszystkich kart. W praktyce wygrywają gracze o stalowych nerwach.
Skąd ten tytuł gry w dzisiejszym wpisie? Ano męczony refleksją nad jazgotem Terlikowskiego, oburzonego haniebnym ponoć żartem Czeczota, zmęczony bredniami Pieronka o wyimaginowany w starozakonnych głowach holocauście dochodzę do wniosku: wszystko co w Polsce jest ważne, to d… biskupa.
